Nawyk najważniejszego – pierwsze spostrzeżenia

Już kilka dni pracuję by wprowadzić sobie nawyk robienia najpierw rzeczy najważniejszych. Nie jest to takie łatwe. Napotkałem do tej pory dodatkowe problemy, nie uwzględnione wcześniej:

  • Za duże zadania – Wypisywałem codziennie 3 najważniejsze zadania, które mam zrobić. Najczęściej 3 projekty. Problem w tym, że zrobienie jednego zajęło np. 12 godzin, z tego pierwszego dnia zrobiłem 10. Doba ma swoje ograniczenia i też pokłady mojej energii nie są nieograniczone.
    Rozwiązanie
    :
    – Szacowanie czasu wykonania zadania.
    – Dodanie do tego jeszcze 15% (zwykle jest tak, że planuję zbyt mało czasu).
    – Jeśli zadanie zabierze więcej niż godzinę – półtorej, należy je rozdzielić.
  • Kończenie tylko pierwszego zadania – pomijając problem w punkcie powyżej, zdarzało się również tak, że po zakończeniu najważniejszego zadania na dany dzień po prostu nie robiłem nic więcej.
    Rozwiązanie:
    – Wyznaczanie sobie nagrody po wykonaniu 3 zadań.
  • Brak czasu rano – zwyczajnie, czasem muszę iść na zajęcia, czasem na spotkanie. Nie mam czasu rano, jednak później gdy ten czas mam, nie robię rzeczy najważniejszych. Uwzględniłem ten problem wcześniej, jednak przybrał on nieco groźniejszą formę niż myślałem.
    Rozwiązanie:
    – Wyznaczenie i wpisanie do kalendarza czasu na realizację zadań, na każdy dzień.
    – Poprawka definicji nawyku: Realizacja najważniejszych zadań, w wyznaczonym czasie.
  • Problemy z przysypianiem – miałem jednego dnia tak, że po obudzeniu się, zjedzeniu śniadania, po prostu byłem tak zmęczony, że musiałem się położyć znowu. Na święta i Nowy Rok przestawiłem sobie zegar, by chodzić spać ok 4 w nocy (nie chciałem przysnąć na sylwestra za raz po północy). Zdecydowanie wolę jednak wstawać rano, jednak przestawienie się na wcześniejsze budzenie jest zdecydowanie trudniejsze. Wydaje mi się, że brakuje mi jeszcze kilku makro i mikroelementów (ciągle mam ochotę na ryby), przede wszystkim magnezu (i czekoladę :))
    Rozwiązanie:
    – Więcej sportu – oprócz basenu, będę jeszcze sobie robił w środku dnia (okresu największego kryzysu energetycznego) spacery. Czekam z niecierpliwością na kartę multi-sportu, wtedy wracam do pełnego trenowania triathlonu.
    – Mniej kawy, więcej yerby – kawa wypłukuje magnez, co dosyć mocno zaczyna odczuwać. Zamiast niej wróciłem do picia yerba mate. Działa podobnie, ale nie wypłukuje mikroelementów i nie powoduje dużych skoków ciśnienia.
    – Więcej wody – woda to magiczna substancja. Muszę iść do sklepu i zwyczajnie kupić z 2 zgrzewki wody.
    – Kupić magnez w tabletkach oraz mutliwitaminę – mam nadzieję, że to pomoże uzupełnić braki witamin.
    – Eliminacja frytek i ciężkich, smażonych potraw – Nic z nich dobrego

Ale to nie wszystko. Odczuwam już pozytywne skutki wprowadzenia nawyku. Większość pokrywa się z tymi założonymi na początku:

  • Mniej stresu, więcej relaksu – dzisiaj mam oddać raport z badań konsumenckich. Doznałem wspaniałego uczucia… wczoraj. Raport skończyłem jeszcze w poniedziałek. Moja znajoma wczoraj wieczorem go dopiero zaczęła. Wtedy zdałem sobie sprawę, jakie to przyjemne mieć zadania skończone przed czasem. Nie muszę się martwić, że nie wyrobię, albo jakość będzie zbyt niska. Mogę po prostu iść oddać projekt i cieszyć się pozostałą częścią dnia. Nie wspominając już o przespanej nocy, a co za tym idzie dużej ilości energii.
  • Odzyskuję poczucie kontroli – już nie muszę robić 100 rzeczy na raz i to wszystkich na jutro. Powoli, skutecznie buduję sobie bufor czasu na realizację zadań i projektów. Jeśli nie prześpię najbliższych dni, za tydzień odzyskam całkowitą kontrolę, a za dwa, wyczyszczę większość projektów.

Zobaczymy co wyjdzie z tego dalej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kształtowanie nawyków i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *