Rutyny

Przedwczorajszy dzień nie rozpoczął się tak, jak planowałem. Mocno się nie wyspałem, mimo, że godzinowo powinno wystarczyć. Bardzo nie lubię, gdy rano pada deszcz, brak mi wtedy energii. Trudno. Zebrałem się, wstałem, poczytałem trochę, zjadłem śniadanie, ubrałem i wyszedłem.

Do oddania na uczelni mam jeszcze 3 projekty. Dwa już skończyłem i właśnie te chciałem dziś wręczyć wykładowcom. Jeden tylko dostarczyć, drugi dostarczyć i … obronić. Wyszło tak, że zacząłem od obrony.

Gdy dotarłem, czekało pod salę już kilka osób. Skoro tak, to poczekać musiałem i ja. Przy okazji porozmawiałem sobie ze znajomymi, głównie o wiadomym projekcie, bo prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiemy jak ma on wyglądać.

Historia pewnego projektu.

Jest sobie uczelnia. Uczelnia z zasady ma nauczać. By nauczyć zatrudnia nauczycieli, zwanych wykładowcami, którzy stosują przeróżne, mniej lub bardziej wyszukane metody nauczania. Jedne mi pasują, drugie nie. Niestety, metoda pana, u którego miałem bronić projekt, delikatnie mówiąc nie leży mi. Dokładniej, nie leży większej części studentów. Ogólnie na przedmiocie ostała się garstka, czyli na oko 1/3 ludzi, w tym ja. Reszta odpuściła, zrobi w semestrze przyszłym. Wygląda na narzekanie, choć po prostu tak jest.

Pytanie dlaczego.

Czasem tak bywa w komunikacji na linii wykładowca – student, że student nie rozumie, co wykładowca mówi do studenta, wykładowca nie rozumie, co student mówi do wykładowcy, wynik 1:1, ale zgadnij, kto na tym przegrywa. Cóż, bywa.

Wspomniałem, że z tym projektem jestem już 4 raz :)

Wszedłem rozłożyłem mapy. Pierwsze pytanie i…

…poległem. Jakoś tak mój rozumek powiedział mi, że hejunka to kanban, a kanban to hejunka i niestety musiałem sale opuścić. Delikatnie mówiąc, zdenerwowałem się, głównie na siebie. Ostatnio sporo rzeczy nie idzie jak trzeba. Chociażby to, że tego samego dnia miałem zacząć zbierać wpisy. By zebrać wpisy trzeba mieć indeks i kartę egzaminacyjną. Indeks – fana sprawa, ale po co ta karta? Nie wiem. Nikt nie wie, ani wykładowcy, ani uczelnia. Przyszło od ministerstwa, trzeba stosować. Tak czy siak, by zastosować, trzeba mieć, a ja nie miałem. Zostawiłem i indeks, i kartę w domu.

Bywa.

Tak więc, Michał niewyspany, wkurzony , po czwartej próbie obrony projektu musi iść do domu. Wspomniałem, że padał deszcz? Bywa.

I co niewyspany, wkurzony, moknący Michał zrobił? Miał ochotę się załamać, walnąć głową w ścianę i pójść spać na tydzień. Tylko, tak na dobrą sprawę, po co, przecież i tak to nie pomoże, a załamanie, walenie głową w ścianę i spanie przez tydzień ma to do siebie, że nie jest najprzyjemniejszym stanem do odczuwania. Nie lubimy takich stanów. W głowie Michała zaświtała myśl: a może jakoś inaczej zareagować?

Od myśli do pomysłu, od pomysłu do czynu. Wychodząc z budynku, założyłem słuchawki na uszy, kaptur na głowę i ruszyłem. Puściłem sobie Sting’a, Englishman in new Yourk – zawsze poprawia mi humor. Później soundtrack z Batlestar Gallactica i sobie poszedłem. Nadal byłem nieco wkurzony, ale już mniej. Idąc jeszcze chciało mi się myśleć nad projektem, ale, w sumie, po co? Projekt jest gotowy, a następne spotkanie dopiero we wtorek. Zacząłem sobie myśleć o czymś innym. Z czego mogę się teraz cieszyć. Hmm. Dobre pytanie. Pierwszy pomysł – ze spaceru. Lubię spacerować, deszcze nie był zbyt duży, a i kurtka na wodę odporna.

Idąc, chcąc nie chcąc, zacząłem myśleć, zadawać pytania i to pytania, które mi humor poprawią. Co przyjemnego może mnie spotkać? Jak mogę to wykorzystać. Szedłem i tak sobie rozmyślałem.

Gdy doszedłem do domu, humor miałem już dobry. Usiadłem w kuchni, zaparzyłem herbatę, otworzyłem kilka zaległych artykułów, motywujących artykułów… sączyłem brązowy płyn, ze sporą dawką miodu i czytałem. Miałem na to godzinę, później znów na uczelnię, pisać kolejny egzamin.

Jak się skończył ten dzień? Wspaniale :) Okazało się, że zaliczyłem wszystkie kolokwia, testy, egzaminy, które do tej pory pisałem. Sukces. Egzamin, na który poszedłem, wydaje mi się, że napisałem przynajmniej dobrze. Z jednego seminarium udało mi się podciągnąć ocenę. Dodatkowo wykładowca postanowił jednak tę ocenę przepisać na wykład. Dla mnie to następny zaliczony kurs i jeden egzamin mniej. W międzyczasie trafiłem jeszcze na piwo ze znajomymi, szybkie i skuteczne świętowanie zaliczonych do tej pory egzaminów.

Wieczorem wracałem już z uśmiechem na ustach.

Historia długa, a morał?

Morałem będą rutyny.

Czym jest rutyna? Rutyna to szereg czynności, myśli, które robimy by osiągnąć dany stan i bez znaczenia czy jest to euforia, szczęście, czy frustracja i depresja. Każdy z nas wypracowuje jakieś scenariusze zachowań. Im lepszą mamy nad nimi kontrolę, tym lepiej.

Jeśli jeszcze nie wytłumaczyłem do końca, czym jest rutyna, opiszę ją z innej strony. Zadanie dla Ciebie. Jak się teraz czujesz? Czujesz euforię, depresję, radość czy smutek? Chciałbym byś mnie tego nauczył, pokazał krok po kroku, co muszę zrobić, by być w dokładnie takim samym stanie co Ty. Co powinienem zrobić? Co pomyśleć? Jakie obrazy w mojej głowie powinny się pojawić? Co powinienem sobie mówić? W jaki sposób? Każdy element się liczy. Gdy skończysz opisywać, masz gotowca, swój scenariusz wchodzenia w dany stan i to jest rutyna.

Co można zrobić z rutyną?

Po pierwsze zdać sobie sprawę, że istnieją. Po drugie znaleźć te, które warto stosować. Po trzecie znaleźć te, których stosować nie warto i zwyczajnie je zmienić.

Przykład.

Coś Cię zdenerwowało. Czujesz jak wzbiera w Tobie złość, zaczynasz szybciej oddychać, mimika twarzy się zmienia, obniżasz podbródek, zaciskasz pięści… stop, stop, STOP.

Im wcześniej zdasz sobie sprawę ze stosowania swojego scenariusza, im wcześniej go przerwiesz, tym lepiej. Włącz inny, np. radości z padającego deszcz :) lub niesamowitego spokoju buddyjskiego mnicha. Wszystko jest do zrobienia, wystarczy nieco chęci, czasu i praktyki.

Zadanie:

  1. Jakie rutyny potrafisz zidentyfikować w swoich zachowaniach?
  2. Opisz je. Napisz instrukcję, krok po kroku, co robisz.
  3. Jeśli to rutyna, którą chcesz utrzymać, być może znajdziesz sposób, by wzmocnić efekt? Jakie kroki musisz wykonać, by rutyna była krótsza i/lub bardziej skuteczna?
  4. Jeśli to rutyna negatywna, kiedy ją stosujesz? Zaplanuj stoper, krok, który przerwie i znajdź sposób na jego automatyzowanie. Może to być, np. dobry kolega – uszczypnij mnie w ucho, jak zacznę zaciskać pięści ze złości :)
  5. Baw się dobrze.

P.S. Ten post piszę całkowicie off-line :) Więcej, wkrótce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kształtowanie nawyków i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rutyny

  1. Kasia pisze:

    Załapałam się do grupy ” reszta odpuściła” :) Jestem pod wrażeniem całokształtu strony :) ( w pozytywnym znaczeniu tego słowa oczywiście) A pomyśleć, że natknęłam się na tą stronę szukając materiałów na zbliżający się egzamin z Panem M. :) ( Budowanie zadowolenia klientów … ) Bardzo pozytywny wpis – zdecydowanie poprawił mi nastrój!
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *