Studiowania Historia Michała cz. 2

Studying by ~nicholeofearth

Studying by ~nicholeofearth

W poście Historia Michała cz. 1 możesz poznać początek mojej przygody ze studiami. Poniżej przedstawiam jego kolejną część.

Podsumowując poprzednią część historii, zostałem studentem zarządzania, rzuciłem informatykę i dalej działałem w AIESEC. Zarządzanie naprawdę mi się podoba. Są oczywiście kursy, których nie trawię, ale są też takie, które przychodzą mi z łatwością i sprawiają zwyczajną frajdę.

Jednak nieco z przypadku, po trochu dzięki działaniom polityczno – administracyjnym pojawił się problem. Studia zarządzania, na roczniku, który rozpocząłem, były i są tylko magisterskimi. Jest to pierwszy tok, w którym nie ma inżyniera. Nie dobrze. Co by tu zrobić.

W tym samym czasie na swoim blogu Steve Pavlina opisał jak to ukończył swoje studia i to dwa kierunki w 4 lata. Czy w Polsce też się tak da? Czemu by nie spróbować. Nadrobię stracony rok na fizyce, w bonusie dostanę tytuł inżyniera. Okazało się, że na taki pomysł wpadłem nie tylko ja, ale też kilka innych osób. Postanowione. W ciągu najbliższego roku akademickiego zrobię wszystkie kursy z III, IV, V i VI semestru. Zapisałem się na wszystko jak leci.

Granice

Jestem w stanie zaliczyć obecnie jakieś 30 kursów. Naprawdę. Wykształciłem w sobie bardzo skuteczną technologię studiowania, bezstresową i efektywną. Droga nie była łatwa.

Na drugim roku zarządzania wziąłem na siebie jakieś 27 kursów, czyli cały program semestrów zimowych II i III roku. Wziąłem też na siebie sporo obowiązków w AIESEC.

O organizacji studenckiej

Gdy wszedłem do organizacji, komitet, w którym działałem nie stał dobrze. Dokładniej to znajdował się na równi pochyłej. Jakoś tak wyszło. Ciekawe case, do opisania w innym artykule. W każdym bądź razie wtedy o tym nie wiedziałem. Specyfika AIESEC jest taka, że maksymalnie 1,5 roku zajmuje się pewną pozycję, a rok na niej działa. Pewnego pięknęgo dnia podeszła do mnie nowo mianowana prezydent i spytała się czy nie zostałbym wiceprezydentem. Miałem zająć się komunikacją, marketingiem i pr’em. Dzień zastanowienia. Zgodziłem się. Dwa lata w rok i jeszcze to… dużo. Z czasem okazało się, że komitet jest w bardzo złym stanie. Nie było ludzi, większość skłócona odeszła. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że to był najtrudniejszy rok komitetu w jego historii. Oprócz rady wykonawczej i 2 koordynatorów nie było praktycznie nikogo. Członkowie mieli się dopiero zrekrutować – temat na kolejny artykuł. W każdym bądź razie, łatwo nie było. Było wręcz bardzo trudno. Dostałem naprawdę potężną dawkę stresu, a granice moich możliwości poszerzyły się miliardokrotnie. Nie było innego wyjścia.

Wyszło tak, że obok moich 2 semestrów w 1 byłe wiceprezydentem, ocp – czyli prowadziłem półroczny projekt, koordynatorem badania marketingowego i kilkudziesięciu mniejszych rzeczy, które trzeba było zrobić. Wspomniałem, że to wszystko wolontariat…

Jednak przetrwałem (z 6 osób, które się przewinęły przez radę wykonawczą zostały 3, w tym ja).

Odbiło się to na studiach. Wspomniałem, że mogę zaliczyć 30 kursów. Wziąłem 27. Zdałem…. 23. To była jedna z moich trudniejszych sesji w historii. Średnia też poleciała, na poziom jakoś koło 3,3. Będzie to miało konsekwencje później.

W każdym razie przetrwałem, komitet przetrwał. W nowym semestrze było już łatwiej. Przyszli ludzie, świeża krew, sporo mnie odciążyli. Zapisałem się przytomnie na 26 kursów. Zdałem – 25. Plan robienia pięcioletnich studiów ma 4 był i tak bliski sukcesu.

Do czasu

Nowy system

Na ostatnich wakacjach poszedłem do dziekana. Mam cel, być wpisany na rok wyżej i skończyć studia w roku 2010 czyli po 4 rokach akademickich. Zrealizowałem prawie cały potrzebny do przepisania program. Prawie wynika z 2 powodów. Nie zaliczyłem wszystkich kursów oraz nie zrealizowałem różnic programowych, których było sporo na pierwszym roku. Zwyczajnie, gdy przyszedłem na studia niektóre przedmioty zlikwidowano. Chcę to obejść przepisując niektóre kursy, które zaliczyłem na fizyce i informatyce. Według puntów i godzin, będzie nawet z naddatkiem. We wrześniu usłyszałem Powinno obyć się bez problemów. Proszę jednak przyjść z miesiąc, wdrażamy nowy system.

Problem się pojawił. Stary system mimo wszelkich jego wad, miał jedną, wielką zaletę – był bardzo elastyczny.

Nowy, gdy wprowadzono miał jedną zaletę… został wprowadzony. Jakby się dobrze zastanowić, nie jestem pewien czy to zaleta. Wad sporo, podobno w chwili wprowadzenia było blisko 4000 błędów. Wspomniałem, że został wprowadzony od razu na cały wydział i od razu na zapisy? Swoją drogą, jest to ciekawy case, jak nie powinno wprowadzić się zmiany, albo jak ją wprowadzić by zabolało wszystkich interesantów, w tym mnie.

Na chwilę obecną jestem na 3, roku i przez najbliższy semestr będę dalej. W tym czasie realizować będę kursy tylko z roku 4. Dlaczego tak? Mimo wielu zapewnień pomocy pana dziekana, nie wiadomo jak mnie wpisać na wyższy rok. Nowy system do elastyczności jeszcze nie dorósł. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek dorośnie.

Dla mnie jest jeden problem, za rok chcę się bronić i by to zrobić muszę być na ostatnim semestrze. Chcę też mieć tytuł inżyniera. Sporo się na to napracowałem i dosyć nieprzyjemną jest sytuacja, gdy jedyną przeszkodą stał się nowy system. To techniczna przeszkoda. No nic.

Co ważne, robię teraz 27 kursów, 20 z 4 roku, 4 zaległe, 1 z wyższego rocznika i dodatkowo język oraz 2 wf’y (które trzeba zrobić, ale nie jest napisane kiedy). Jeszcze nie skończyłem sesji (kończy się 16 lutego), ale jestem pewien, że zaliczę wszystko i to osiągając najlepszą średnią w swojej historii, nawet zakładając najgorszy scenariusz. Z AIESEC odszedłem w listopadzie. Wypełniłem wszystkie obowiązki. Nadal od czasu do czasu coś pomogę, ale trzeba iść dalej.

Koniec cz. 2.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowoczesny minimalizm i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *